czwartek, 7 listopada 2019
Genetyczna zielenina
By ratować biedne zwierzę
zrezygnować chcą z farm, trzody
mięso stworzą nam bez mięsa
dla idei i wygody
Po co stek nam i kiełbacha
krowa, mówią też je siano
ludziom starczy świeża trawa
w wieczór, obiad oraz rano
Z genetyczną kukurydzą
pola będą zamiast lasów
świat odrodzi się na nowo
bez tłuściochów i grubasów
Sztucznie wytworzone białko
uformują w kształcie jajka
dla techniki i przemysłu
dzisiaj pestka to i bajka
Dla swych uciech taką z gumy
miał chłop będzie dla wygody
a kobiety z jakimś "dildo"
będą miały swe przygody
Dzieci stworzą według wzoru
w szkiełku albo też w próbówce
małe, średnie prawie duże
tak bez pieluch już w zerówce
Jeszcze większą wciskać będą
w telewizji nam ciemnotę
zabierając człowieczeństwo
zniszczą do życia ochotę
Coś mi mówi że przed nami
już Kosmici jedli trawę
wysyłając by nas zbadać
swych zielonych na wyprawę
Podziw
Ręce trzeba mieć ktoś mówi
by przeróżne tworzyć cuda
bez nich bo to jest człowiecze
mówią że się nic nie uda
Siłę trzeba mieć wrażliwość
i spojrzenie w świat daleki
by wyzwolić swe tęsknoty
choć ma ciało się kaleki
Człowiek to nie ręce, nogi
sława oraz piękne ciało
lecz co często w nas ukryte
siła, by nam się coś chciało
To nie sztuka być pisarzem
duszę może mieć poety
by artystą być i tworzyć
trzeba inne mieć zalety
Widzieć trzeba świat inaczej
wierzyć że i niewidomy
może w wyobraźni swojej
też budować "szklane domy"
Podziw mam do takich ludzi
że są życia OLBRZYMAMI
że potrafią stać na nogach
mimo że są kalekami
Niech wybaczą mi te słowo
nie są przecież "kalekami"
żyjąc życiem po swojemu
są istnienia ARTYSTAMI
by przeróżne tworzyć cuda
bez nich bo to jest człowiecze
mówią że się nic nie uda
Siłę trzeba mieć wrażliwość
i spojrzenie w świat daleki
by wyzwolić swe tęsknoty
choć ma ciało się kaleki
Człowiek to nie ręce, nogi
sława oraz piękne ciało
lecz co często w nas ukryte
siła, by nam się coś chciało
To nie sztuka być pisarzem
duszę może mieć poety
by artystą być i tworzyć
trzeba inne mieć zalety
Widzieć trzeba świat inaczej
wierzyć że i niewidomy
może w wyobraźni swojej
też budować "szklane domy"
Podziw mam do takich ludzi
że są życia OLBRZYMAMI
że potrafią stać na nogach
mimo że są kalekami
Niech wybaczą mi te słowo
nie są przecież "kalekami"
żyjąc życiem po swojemu
są istnienia ARTYSTAMI
Przebudzony
Powolutku bez jutrzenki
nowy dzionek się obudził
świergot ptaków dookoła
i cichutkie głosy ludzi
Choć za oknem jeszcze szaro
dom się budzi rozespany
krzesło stuknie, pies zaszczeka
odsuwanej szum firany
Zapach kawy się roznosi
słychać życie się budzące
chociaż gdzieś za siódmą górą
drzemie sobie jeszcze słońce
Budzi mnie przyzwyczajenie
mimo że dziś jest sobota
wybujały trawnik woła
czeka znowu mnie robota
Lub też Wena niegodziwa
która sama spać nie może
sprawdzić chce i skontrolować
czy przypadkiem coś nie tworzę
nowy dzionek się obudził
świergot ptaków dookoła
i cichutkie głosy ludzi
Choć za oknem jeszcze szaro
dom się budzi rozespany
krzesło stuknie, pies zaszczeka
odsuwanej szum firany
Zapach kawy się roznosi
słychać życie się budzące
chociaż gdzieś za siódmą górą
drzemie sobie jeszcze słońce
Budzi mnie przyzwyczajenie
mimo że dziś jest sobota
wybujały trawnik woła
czeka znowu mnie robota
Lub też Wena niegodziwa
która sama spać nie może
sprawdzić chce i skontrolować
czy przypadkiem coś nie tworzę
Sen

Przyśnił mi się dzisiaj w nocy
dobrotliwy Bóg brodaty
tam gdzie stąpał świętą stopą
wyrastały cudne kwiaty
Szum mu skrzydeł towarzyszył
jak lot ptaków nad głowami
święci obok szli w orszaku
z skrzydlatymi aniołami
Jezus, ziemski syn rodzony
trzymał Boga się prawicy
zanim jego ojciec Józef
w towarzystwie swej dziewicy
Zapach snuł się w koło miry
orszak mgiełką otaczając
z boku tłumy z palmą w rękach
śpiewem z Bogiem się witając
Nad orszakiem gołębice
jakby dzieci, czyste duszki
strach i lęk niewyjaśniony
mnie przyciskał do poduszki
Brzask otworzył moje oczy
jakiś hałas za oknami
żaluzjami wiatr łopotał
trzęsąc drzewa gałęziami
Rzeczywistość, sen czy Mara
lub przestroga kogoś z góry
chce uchronić moją duszę
ciemne rozpędzając chmury
dobrotliwy Bóg brodaty
tam gdzie stąpał świętą stopą
wyrastały cudne kwiaty
Szum mu skrzydeł towarzyszył
jak lot ptaków nad głowami
święci obok szli w orszaku
z skrzydlatymi aniołami
Jezus, ziemski syn rodzony
trzymał Boga się prawicy
zanim jego ojciec Józef
w towarzystwie swej dziewicy
Zapach snuł się w koło miry
orszak mgiełką otaczając
z boku tłumy z palmą w rękach
śpiewem z Bogiem się witając
Nad orszakiem gołębice
jakby dzieci, czyste duszki
strach i lęk niewyjaśniony
mnie przyciskał do poduszki
Brzask otworzył moje oczy
jakiś hałas za oknami
żaluzjami wiatr łopotał
trzęsąc drzewa gałęziami
Rzeczywistość, sen czy Mara
lub przestroga kogoś z góry
chce uchronić moją duszę
ciemne rozpędzając chmury
wtorek, 21 maja 2019
Tydzień temu
Tydzień temu w mym ogrodzie
wystawiły główki kwiatki
biorąc w posiadanie klomby
skalniak trawę i rabatki
Nocnym mrozem ziemia skuta
w cieniu jeszcze zimno, biało
widać że się wiosna budzi
chociaż jeszcze ciut nieśmiało
Jeszcze ma zaspane oczy
gdy mnie budzik wcześnie budzi
może wstydzi się kożucha
by się zjawić pośród ludzi
A tu wczoraj znów w pościele
mroźna zima ją przegnała
białym kocem na ogrodzie
znów o sobie przypomniała
Dając wszystkim się we znaki
oblodziła ulic wstęgi
spowalniła ruch na drogach
mrozu ściskając obcęgi
biorąc w posiadanie klomby
skalniak trawę i rabatki
Nocnym mrozem ziemia skuta
w cieniu jeszcze zimno, biało
widać że się wiosna budzi
chociaż jeszcze ciut nieśmiało
Jeszcze ma zaspane oczy
gdy mnie budzik wcześnie budzi
może wstydzi się kożucha
by się zjawić pośród ludzi
A tu wczoraj znów w pościele
mroźna zima ją przegnała
białym kocem na ogrodzie
znów o sobie przypomniała
Dając wszystkim się we znaki
oblodziła ulic wstęgi
spowalniła ruch na drogach
mrozu ściskając obcęgi
Strach
Dawno już nie było wojny
blisko, u nas tu w Europie
chociaż gdy się dobrze przyjrzę
ktoś tu groźne dołki kopie
Budzą się uśpione siły
słychać kroki w ciężkich butach
podsycana niepewnością
budzi się brązowa buta
Gdy wśród ludzi brak jedności
rząd narzuca nam swe zdanie
wtedy pną się w górę inni
łatwe islam ma zadanie
Zmiany w rządach dookoła
nikt już nie chce biednych ludzi
tłum uchodźców przed granicą
strach, i niechęć groźną budzi
Dla obcego brak współczucia
innej wiary, dla głodnego
chcąc uciszyć strach narodu
siłą szuka się winnego
Odskoczyli w bok Anglicy
Turcja głośno się buntuje
jak na z piasku nogach kolos
się Europa rozlatuje
Nauczyłem się nie wierzyć
pięknym słówkom na mównicy
nie pomoże siła wojska
gdy generał jest w spódnicy
blisko, u nas tu w Europie
chociaż gdy się dobrze przyjrzę
ktoś tu groźne dołki kopie
Budzą się uśpione siły
słychać kroki w ciężkich butach
podsycana niepewnością
budzi się brązowa buta
Gdy wśród ludzi brak jedności
rząd narzuca nam swe zdanie
wtedy pną się w górę inni
łatwe islam ma zadanie
Zmiany w rządach dookoła
nikt już nie chce biednych ludzi
tłum uchodźców przed granicą
strach, i niechęć groźną budzi
Dla obcego brak współczucia
innej wiary, dla głodnego
chcąc uciszyć strach narodu
siłą szuka się winnego
Odskoczyli w bok Anglicy
Turcja głośno się buntuje
jak na z piasku nogach kolos
się Europa rozlatuje
Nauczyłem się nie wierzyć
pięknym słówkom na mównicy
nie pomoże siła wojska
gdy generał jest w spódnicy
Rywalki
Jeszcze wczoraj w ciepłym słońcu
wystawiały główki kwiatki
a dziś biały całun pokrył
trawę, klomby i rabatki
Słychać było już śpiew ptaków
ciepłe ranki i wieczory
ogrodnicy w swych ogrodach
napełniali liśćmi wory
Miał porządek być dokoła
gdy wiosenka się tu zjawi
choć wiedzieli wszyscy dobrze
że tu długo nie zabawi
Jej siostrzyczka, późna zima
nie odpuści tak bez walki
dla kobiecej pewnie zimy
pory roku, to rywalki.
Tylko wiosna rozsądniejsza
wita się zapachem z latem
obsypując drzewa kwieciem
żegna się przyjaźnie z światem
Czekam więc aż tu się zjawi
by w ogrodzie ją powitać
kawką może poczęstować
jaką drogę miała, spytać
Może mi pomoże skalniak
albo klomb kwiatem obsadzić
jak przycinać gładko trawnik
pewno zechce nam poradzić
My zaś w zamian na spacery
zaprosimy ją ze sobą
by uśpione zimą zmysły
zbudzić pięknem i odnową
a dziś biały całun pokrył
trawę, klomby i rabatki
Słychać było już śpiew ptaków
ciepłe ranki i wieczory
ogrodnicy w swych ogrodach
napełniali liśćmi wory
Miał porządek być dokoła
gdy wiosenka się tu zjawi
choć wiedzieli wszyscy dobrze
że tu długo nie zabawi
Jej siostrzyczka, późna zima
nie odpuści tak bez walki
dla kobiecej pewnie zimy
pory roku, to rywalki.
Tylko wiosna rozsądniejsza
wita się zapachem z latem
obsypując drzewa kwieciem
żegna się przyjaźnie z światem
Czekam więc aż tu się zjawi
by w ogrodzie ją powitać
kawką może poczęstować
jaką drogę miała, spytać
Może mi pomoże skalniak
albo klomb kwiatem obsadzić
jak przycinać gładko trawnik
pewno zechce nam poradzić
My zaś w zamian na spacery
zaprosimy ją ze sobą
by uśpione zimą zmysły
zbudzić pięknem i odnową
Subskrybuj:
Posty (Atom)